:)
dzis postanowilam, ze postaram sie nie szukac klopotow tam gdzie tak naprawde ich nie ma. snilo mi sie ze pieke piernik. moze to znak, swego rodzaju przeslanie, czyt.: ‘wpieprzaj slodkosci i badz szczesliwa’. wiec zajadam sie dzis czekolada, ogladam ladne zdjecia, ciesze sie sloncem, mam gdzies zle wspomnienia – a nawet dziekuje losowi za to wszystko co bylo zle, bogatsza w cenne doswiadczenia – zaczyna sie wszystko powoli ukladac. w sensowna calosc. znowu ogladam dobre zdjecia, dziesiatki a moze nawet setki zdjec. zostawiam za soba wszystko, bo wiem, ze drugie wszystko jest dopiero przede mna..
2 stycznia
‘tylko do tego rysowania to sobie swiatlo lepiej zaswiec. bo znowu od razu zasniesz’ – powiedziala mama
coz, widac nawet mamy wiedza, ze grafika inzynierska na tym etapie do najbardziej pasjonujacych zajec nie nalezy.
wypadaloby postanowic zanim do dziesieciu dolicza
kiedys w koncu sie uczesze, wlosy za dlugie juz mam. i moze zrobie tez jakies dobre zdjecie. i powiem co mi na sercu lezy. jeszcze kupie sobie zielona sukienke. mysle, ze powinnam rowniez przestac narzekac. zainwestowac w usmiech bo zwroci sie na pewno /materialistka emocjonalna/. i doczytam stara basn. to znaczy doczytam bogow, a stara basn od poczatku zaczne. pozniej znowu bogow. ah, no i przede wszystkim resnicka, ooo taaaaak – to postanowienie pod wzgledem trudnosci drugie miejsce zajac raczylo. /o, widze skrawek niebieskiego i jakos tak jasniej jakby sie zrobilo. zatem moze przestane sie jeszcze slonca bac i zaczne sypiac w nocy, zamiast w dzien. choc nie wiem czy wrodzone polaczenie wampirzycy z nocnym zwierzeciem na to pozwoli/. jak zagoi sie kolczyk to pojde na basen. no i na wiosne na zakrzowek pojade, popodziwiam niebieskosci. chcialabym byc ryba glebinowa, albo kotem czarnym. miau.
before/after
before:

after:

czyli nocny czyn spoleczny. zakonczony okolo 2.30. joł.
wiosna w srodku jesieni
troche jakby idzie nowe. jakby niby kolejne obiecanki. ale mam nadzieje wielka ze na nich sie nie skonczy tym razem. troche znowu chce mi sie robic zdjecia znowu, a to chyba dobrze. mam wrazenie ze znowu koncze umierac i zaczynam na nowo zyc. bo jesli ja nie zaczne, to prawdopodobnie nikt tego za mnie nie zrobi.. masa pomyslow. na czarne i dlugie, koronkowe i rozneglizowane. na czerwone i na niebieski dym, ktory wyplywa z ust i odlatuje jak szczesliwe chwile, wspomnienia z dreszczem. deszczem. tak, rozneglizowane, choc jednak ubrane w to wszystko co kocham bardziej niz cokolwiek innego. kocham bardziej niz cokolwiek innego. kocham bardziej.
jesien w glowach
zdematerializowalam sie.
chowam sie w najglebszych zakamarkach umyslu twego. tak, zebys mnie nigdy nie znalazl.
a nawet jesli kiedys zupelnym przypadkiem sie uda, mnie juz nie bedzie.
swiatlo.swiatlo.blade.wypalonej.gwiazdy.
czuc jesien. na krakowskich ulicach o niemal kazdym poranku czuc jesien. pachnie zbutwialym lisciem, zamiatanym zamaszyscie. i starym futrem sprzed lat, wyjetym z szafy moze juz raz ostatni. i dymem, takim, od ktorego w zimowe wieczory jest bialo w calej Kalwarii. jesienna melancholia wkrada sie do mieszkania nieszczelnymi oknami i tylko krotkie wybuchy smiechu znajomych, szczegolnie tych starych i dobrych, i ogien trzaskajacy w kominku pomagaja na chwile zapomniec o wszystkim, milisekundy szczescia.
dziwadla wakacyjne
duzo bardzo sie dzieje, choc tak naprawde od dluzszego czasu nie dzieje sie prawie nic. moze to tylko jakas kolejna burza w mojej glowie. 
taki widok przez ostatnie miesiace mam. albo siedze przed komputerem dzien i noc, albo biegam po Krakowie polujac na mieszkanie i zabijam przechodniow swa bladoscia.
pomidorkykyky
tu piesek siedzi, choc go nie widac, ale on siedzi. wiem o tym ja i on, i to nam wystarczy. przeciez.
Kasia sie bawi, wpycha 35mm do sredniego formatu ale zapomina zaklejac dziure z tylu, bleh. a teraz ide zmajstrowac otworkowca na zamowienie, dla Kiszuniiii. pozdroszejset
zostaw komentarz